Sportowe wyjazdy – przygoda, adrenalina i zabawa

Kiedy za oknami smutno, szaro i zimno podopieczni stowarzyszenia „W stronę słońca” mieli okazję uczestniczyć w trzech nietypowych wycieczkach.

Pierwsza wyprawa była naprawdę niezwykła – na tor gokartowy. Dzieci miały okazję samodzielnie prowadzić samochody wyścigowe. Dla naszych podopiecznych (dla opiekunów też) było to niesamowite przeżycie – widok naszych pociech w kaskach, w dużych samochodach, a za chwilę jazda bardzo krętą trasą… Mieszały się wszystkim uczucia – obawy, dumy, a nade wszystko radości. Wszyscy przejechali tor gokartowy kilka lub kilkanaście, a niektórzy kilkadziesiąt razy (w zależności od prędkości). Dzieci były z siebie dumne, a my jeszcze bardziej, że te nasze dzieciaki są takie zdolne i odważne.

Kolejna wycieczka, to realizacja marzeń dzieciaków i… największa hala wspinaczkowa. Podczas tej wyprawy dzieci przeszły profesjonalne szkolenie, a później trening. Wreszcie przyszła pora na pokonywanie tras wspinaczkowych. Trasy oznaczone były kolorami i dzieci wybierały je zgodnie ze swymi predyspozycjami i możliwościami. Na koniec były wyścigi i pokonywanie wysokich tras z uprzężą. To co nasze dzieci dokonywały można nazwać przekraczaniem własnych barier i słabości. I znowu, wszyscy czuliśmy radość i dumę z tego, że wszystkim udało się zaznać przygody wspinaczkowej. Dzieci wykazały się sprytem, odwagą, dobrą kondycją sportową. Pokazały też, że w trudnych warunkach są wstanie myśleć i podejmować właściwe decyzje.

Ostatni nasz sportowy wyjazd, to również wyprawa na zamówienie naszych wychowanków. Tym razem wybraliśmy się do największego parku trampolin. W hangarze 646 chodzi nie tylko o to, żeby potrenować akrobatykę, ale przede wszystkim o to, żeby się bawić – cóż innego można robić, jeśli wokół nic tylko mnóstwo trampolin, po których można sobie dowolnie przeskakiwać (oczywiście w zależności od umiejętności). I nie tylko przeskakiwać, ale też wskakiwać do basenu wypełnionego gąbkami. Były tam trampoliny o różnych stopniach trudności, batuty wybijające oraz spring floor – wybijająca podłoga. W tym miejscu naprawdę można się poczuć bardzo lekko. Tak się właśnie czuły nasze dzieci. I po półtorej godziny zabawy, nasze pociechy nadal chciały skakać.

Teraz marzymy, aby jeszcze kiedyś pojechać na gokarty, halę wspinaczkową i do parku trampolin. Wszyscy którzy byli tam, ciągle pytają: „Proszę pani, kiedy pojedziemy znowu?” Odpowiedzi jeszcze nie padają, ale jest pewne, że chcemy spełniać marzenia dzieci. Robimy to i będziemy robić nadal. Cieszę się, że wraz z moimi przyjaciółmi mogę robić to co daje tyle satysfakcji i radości.

Marzena Kondej